Przechowalnia:   0
Koszyk:   0 produktów  |  0 pln
Czarna Owca w sieci:  
Mała książka o rasizmie
Mała książka o rasizmie
Seria: Bez tabu
Wydanie: I
Data wydania: marzec 2011
Ilość stron: 166
Format: 150 x 190 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-7554-284-4
Produkt dostępny

cena detaliczna: 29.90 pln
nasza cena:  26.50 PLN
oszczędzasz: 3.40 pln


Kolejny "trudny temat" poruszony w rewelacyjnej serii Bez tabu. Tym razem o rasizmie.

Od autora:
W naszych rozmowach pojawia się bardzo często słowo "tolerancja". Ogólnie miało znaczyć wykluczenie dyskryminacji ludzi. W praktyce jednak, chodziło o to, by znosić lub przecierpieć czyjąś obecność.
Co zostało z tego w miarę szlachetnego celu? Niewiele chyba.

Dziś  termin "tolerancja" odnosi się do dystansu, do obojętności bardziej, niż do współdziałania. Sugeruje, że
postępowanie, wygląd,  myśli drugiej osoby są odstępstwem od (mojej) normy.

Moja religia, twoje obyczaje, jego poglądy, jej zachowanie, nasze wolne słowo! Moralność i zasady
współżycia mówią, że społeczeństwo musi być życzliwe wobec swoich i gości.
Samoobrona nie jest potrzebna tam, gdzie istnieje szacunek do drugiego człowieka.

Dorosłych gnębią różne problemy życiowe. Po co wymyślają nowe? To tajemnica.
Napisali nawet wiele książek o rasizmie. Sami chyba tego nie czytają, bo jak mawiał ktoś,
dorośli stali się niereformowalni.
Dlatego powstała ta książka. Adresowana jest do dzieci, bo mają wyobraźnię i wrażliwość. Na pewno
będą ją czytać i wytłumaczą rodzicom, jak postąpić.
Dlatego ta książka proponuje zastąpić termin "tolerancja" - pięknym polskim słowem, czyli
życzliwością .

Życzliwość ma moc
gdy się pojawia
taniec radości
ludzi ogarnia

Rozmowa Pawła Smoleńskiego z Mamadou, "Gazeta Wyborcza" 25.01.2011
 


Eida
Ocena:
1) Po pierwsze: wygląd książeczki - formatem nawiązuje do poprzednich, wspomnianych tu przeze mnie książek z cyklu "Bez tabu", takich jak "Mała książka o miłości", "Mała książka o kupie", czy "Wielka księga cipek", które były adresowane do znacznie młodszych dzieci. Kartkując (na razie tylko) "Małą książkę o rasizmie" też można by odnieść takie wrażenie: Na większości stron jest ledwie kilka linijek tekstu, a dominują wielkie obrazki przedstawiające dzieci o różnym kolorze skóry. Jednak z informacji zamieszczonych z tyłu książki dowiadujemy się, że "książka jest przeznaczona dla uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum". Podejrzewam, że ja, będąc w wieku gimnazjalnym poczułabym się lekko dotknięta, gdybym dostała tę książkę od kogoś, kto twierdziłby, że książka jest dostosowana do intelektualnych możliwości gimnazjalistki. Przeczytałam tę książkę i wiem, że nie jest. Poza tym wrzucanie do jednego worka dzieci z podstawówki i gimnazjum jest o tyle błędne, że dzieci w tym wieku prezentują baaardzo szerokie spektrum zdolności poznawczych i indywidualnych doświadczeń i przemyśleń dla których po prostu bardzo trudno znaleźć wspólny mianownik. 2) Sam wstęp jest dobry, jest tutaj nawiązanie do filozofów i etnologów, którzy snuli teorie o wyższości (i niższości) tej, czy innej rasy, po czym takie myślenie zdefiniowane jest jako rasizm. Dobrze, aczkolwiek wolałabym, żeby zamiast sformułowań "Nawet nauka dostarczała im na to [wywyższanie jednych kultur względem innych] dowodów!"[1], wyjaśnione zostało, że to nie były tak naprawdę "dowody", tylko nieobiektywna i pełna uprzedzeń interpretacja świata. 3)Na kolejnej stronie mamy taki oto tekst: "Jestem człowiekiem bezbarwnym. Nie pytajcie, skąd pochodzę! Moją ojczyzną jest Ziemia. Teraz pracuję na poczcie, gdzieś w centrum świata. Sortuję listy od dzieci. Zbieram i kolekcjonuję także znaczki. Dzieci traktują mnie jak Świętego Mikołaja i pozwalają mi czytać swoje listy."[2] I ja się grzecznie pytam: "Co??". Nie bardzo rozumiem sens powyższego akapitu. Po co nazywać kogokolwiek bezbarwnym, nie ma ludzi bezbarwnych (pomijając fakt, że w języku polskim słowo "bezbarwny" ma raczej negatywne, a nie neutralne konotacje). Tolerancja polega przecież nie na tym, żeby traktować wszystkich ludzi jak bezbarwnych, czyli jakby wyglądali tak samo, albo jakby ich wygląd nic nie znaczył. Wręcz przeciwnie, zauważa się te różnice - chodzi o to, żeby ich nie wartościować. I nie rozumiem o co chodzi z tym sortowaniem listów dzieci na poczcie. Oczywiście w dalszej części książki jest wspomniane, że w tych listach dzieci z różnych krajów opisują, jak wygląda ich świat, ale czy nie prościej dla autora, byłoby po prostu napisać, np,: "dostaję listy od dzieci z różnych stron świata... itd., itd.,? Po co od razu wymyślać jakiegoś "bezbarwnego" człowieka, którego niby ktoś porównuje do Świętego Mikołaja? Nie, to zdecydowanie nie brzmi dobrze. 4) Dalej jest tak (wpis niby od jakiegoś dziecka): "Moja nauczycielka mówi, że napisano o tym i powiedziano mnóstwo głupot. Czy istnieje rasa żydowska? No nie! Jest tylko naród żydowski. Podobnie nie ma rasy aryjskiej. Nie ma rasy łacińskiej, jest cywilizacja łacińska..."[3] Jest też tak: "Czy ludzie dzielą się na rasy? Pewnie że tak. Różnią się jak noc i dzień. Różnicę między Polakiem, Kongijczykiem i Japończykiem każdy widzi gołym okiem".[4] No i - jakby to zapytał Tomasz Lis - co z tą rasą? Jest czy nie ma?? Jednoznaczna i naukowa odpowiedź - której spodziewałabym się w tej książce - brzmi: nie ma. Ale o ile nikt, przy zdrowych zmysłach - te niezdrowe zmysły występują głównie wśród członków organizacji neofaszystowskich - raczej nie upiera się przy istnieniu rasy żydowskiej, to w wielu kręgach nadal pokutuje przekonanie o istnieniu rasy czarnej, białej i żółtej. Najwyraźniej pokutuje również w tej książce, bo wyodrębnianie rasy żydowskiej zostało potraktowane jako "głupstwo", a istnienie rasy czarnej (Kongijczyk), białej (Polak) i żółtej (Japończyk) skwitowane jest oczywistym "pewnie że tak". Tymczasem stanowisko współczesnej nauki jest w tym względzie wyraźnie jednoznaczne. Już w latach sześćdziesiątych XX wieku, część uczonych, analizując próbki danych genetycznych, doszła do wniosku, że termin "rasa" jest jedynie konstruktem społecznym i nie ma żadnego oparcia w biologii. Badania przeprowadzone pod koniec XX i na początku XXI wieku potwierdzają tę hipotezę. Wynika to z faktu, że za cechy fenotypowe, które do tej pory świadczyły o przynależności do poszczególnych ras, jak np. kolor skóry, rodzaj włosów, kształt czaszki, nosa, itd., odpowiadają tak naprawdę jedynie pojedyncze geny. Okazuje się, że często istnieje większe genetyczne zróżnicowanie pomiędzy członkami tej samej "rasy", niż pomiędzy członkami odmiennych ras. Ponadto wykazano, że ludzie zamieszkujący dany obszar, statystycznie są do siebie bardziej podobni pod względem genetycznym, niż mieszkańcy innych rejonów. A co za tym idzie, mieszkańców miasta A i mieszkańców miasta B również można by uznać za członków innych "ras". Tylko czy to ma sens? Oczywiście w przypadku genetycznego podobieństwa mieszkańców tych samych obszarów mówimy o bardzo niewielkich liczbach, gdyż tak naprawdę jedynie 0.1% genów odpowiada za różnice w naszym wyglądzie zewnętrznym. Ja rozumiem, że to jest książka dla dzieci i młodzieży, ale skoro można było nawiązać do XIX-wiecznych filozofów i etnologów oraz polityki Hitlera (o tym za chwilę), to chyba można w przystępny sposób wyjaśnić dzieciom, że statystycznie rzecz biorąc różnice między dwojgiem Polaków są większe, niż między Polakiem a Kongijczykiem (chociaż przyznaję, łatwiej to wytłumaczyć 15-latkowi niż 10-latkowi, czyli cofamy się do punktu pierwszego). I to, co tutaj wypisuję, to nie są jakieś wzięte nie wiadomo skąd hipotezy, wystarczy wpisać słowo "race", czy "rasa" do wyszukiwarki, by znaleźć mnóstwo artykułów dotyczących kategorii rasy i biologii/genetyki (np artykuł z 'Science' napisany przez Natalie Angier), szkoda że Mamadou Diouf (autor) tego nie zrobił - książka na pewno zyskałaby na wartości. Żeby być uczciwą dodam, że w tej sekcji jest też tekst który mi się spodobał: "Ktoś powiedział, że rasa jest iluzją, a rasizm rzeczywistością"[5]. 5) Kolejny cytat (zacytuję cały akapit, żeby nie było, że wyrywam z kontekstu): "Babcia mówiła, że Bóg stworzył Adama i Ewę, a my jesteśmy ich dziećmi. W szkole uczą nas, że człowiek zszedł prosto z drzewa i pochodzi od małpy. Niezależnie od tego, która wersja jest prawdziwa, wszyscy ludzie mają jednego wspólnego przodka."[6] Normalnie aż mnie zmroziło jak przeczytałam ten fragment. Nic mi nie wiadomo o szkołach, w których uczą że człowiek pochodzi od małpy. Teoria ewolucji, bo do niej tutaj najwyraźniej nawiązuje autor, mówi nam, że człowiek i małpa mają w s p ó l n e g o p r z o d k a !!! (a nie: wszyscy ludzie mają wspólnego przodka i jest nim małpa) A to duża różnica. Takie upraszczanie sprawy i utrwalanie u dzieci błędnego myślenia jest po prostu karygodne. Znowu kłaniają się wujek Google i ciocia Wikipedia, o elementarnej wiedzy, którą powinno się mieć ze szkoły (niech zgadnę, poziom gimnazjum właśnie?) nie wspomnę. 6)„Brandon pamięta historię biblijnego praojca. Któregoś dnia Noe wypił zbyt dużo wina i golusieńki usnął w namiocie. Jeden jego trzech synów, Cham, zastał go w tym stanie i zaczął się śmiać. Potem opowiedział braciom, co widział. Sem i Jafet okazali ojcu więcej szacunku. Okryli go, nie patrząc na jego nagość. dy Noe obudził się i dowiedział się, jak zachowywali się jego synowie, zdenerwował się na Chama i przeklął go. Przepowiedział, że jego potomkowie będą niewolnikami dzieci Sema i Jafeta. Według tej legendy od synów Noego wywodzą się trzy grupy ludzi zamieszkujących Ziemię: Jafet jest praojcem Europejczyków, od Sema wywodzą się Semici, Cham natomiast jest protoplastą Afrykańczyków, skazanych na nieszczęście.”[7] I w tym miejscu kończy się strona, historia się ucina, a autor idzie dalej nie pokusiwszy się nawet o komentarz do tej biblijnej przypowieści. A moim zdaniem powinien pojawić się komentarz, wyjaśniający, że to tylko przypowieść, legenda, część chrześcijańskiej mitologii, i że nieuprawnione jest tłumaczenie świata w oparciu o coś, o czym nie wiadomo nawet, czy zdarzyło się naprawdę (czyli cała historia o Noe). Poza tym, nawet jeśli przyjąć że Noe istniał naprawdę, to nie ma żadnych powodów, żeby przypuszczać, że Afrykańczycy są potomkami jego najmłodszego wnuka. Historia ta zapewne została wymyślona po to, żeby tłumaczyć „na pozór” niesprawiedliwy porządek świata i traktowanie Afrykańczyków jako ludzi gorszego gatunku, kiedy tak naprawdę to przekonanie o niższości Afrykańczyków było powodem jej rozpowszechnienia, a nie odwrotnie. 7) „W Niemczech żył człowiek, który nazywał się Adolf Hitler. Nie był blondynem, ale jego partia nazistowska głosiła nienawiść do innych ras.”[8] Logika tego drugiego zdania jest wprost porażająca. Z konstrukcji zdania wynika, że normalnie to bruneci głoszą nienawiść do innych ras. Hitler nim nie był, ale… Oczywiście jako osoba dorosła, mająca za sobą 12 lat edukacji w polskich szkołach domyślam się, że chodziło tutaj o nawiązanie do wywyższenia rasy aryjskiej (której przedstawiciele mieli być blondynami o jasnej cerze i niebieskich oczach), jakie dało się obserwować na szeroką skalę w nazistowskich Niemczech. Niemniej jednak nawet pisząc książkę adresowaną do dorosłych, chyba nie pokusiłabym się o aż taki skrót myślowy i poprzedziłabym to zdanie, jeszcze jednym – wyjaśniającym. Tym bardziej należało to zrobić tutaj, gdy odbiorcami są uczniowie podstawówki i gimnazjum. I o ile jeszcze o uczniów gimnazjum mogłabym być spokojna, to śmiem podejrzewać, że uczniowie szkół podstawowych mogą nie widzieć związku pomiędzy byciem/nie byciem blondynem i głoszeniem nienawiści rasowej w nazistowskich Niemczech. 8) „Uważał [Hitler] na przykład, że Żydzi, Romowie i Afrykanie należą do gorszych ras. Żyd był dla Hitlera uosobieniem zła, nie był człowiekiem. Wszystkich kazał wymordować. Może nie wiedział, że Ziemia jest okrągła, że centrum świata jest wszędzie, nie tylko w Niemczech.” [9] Co ma do tego centrum świata i wiedza o tym gdzie się znajduje? Czy gdyby nagle się okazało, że centrum świata jest nie wszędzie, tylko w jakimś konkretnym miejscu, polityka á la Hitler miałaby rację bytu? 9) „Na pięknej wyspie, gdzieś w tropikach, spotkały się trzy rodziny (…) Jedno z rodziców każdego z nich było nauczycielem języka esperanto, więc dzieci mogły bez problemu rozmawiać ze sobą w tym języku.”[10] Tutaj też błąd logiczny. To, że moja mama jest nauczycielką danego języka, wcale nie oznacza, że ja również umiem się nim posługiwać, a spójnik ‘więc’ wyraźnie to sugeruje. Ale tak naprawdę wynotowałam to zdanie, bo wspomnienie języka esperanto sprawiło, że zaczęłam się śmiać. Pamiętam bowiem, jak w szkole roztaczano przed nami wizję esperanto, jako języka łączącego ludzi na całym świecie, usprawniającego komunikację, itd. (U mnie w liceum były nawet kursy esperanto – byłam chyba na dwóch lekcjach, bo potem mi się znudziło). Ale w całym swoim życiu spotkałam zaledwie 2 osoby, które umiałyby się tym językiem posługiwać (tylko ciekawe gdzie? W domu? Do lustra?): moją nauczycielkę esperanto i europosłankę Małgorzatę Handzlik, która kiedyś była gościem na inauguracji roku akademickiego w szkole, w której pracuję i się tym chwaliła (stąd wiem). Dlatego też wizja trzech, przypadkowo spotykających się osób, które przypadkiem wszystkie świetnie władają językiem esperanto (Ba! Uczą go!), wydała mi się bardzo absurdalna. Ale to oczywiście nie zarzut wobec książki. Może po prostu tylko ja mam takie doświadczenia? Może rzeczywiście świat roi się od nauczycieli esperanto (gdzie się chowają?)? Znacie jakichś? ;D (Zdaję sobie sprawę z tego, że w tym punkcie jestem perfidnie czepialska, więc żeby nie było wątpliwości - wynotowałam to raczej jako żart, niż autentyczny zarzut w stosunku do książki). 10) I na koniec. Wspomniałam o stanowisku nauki w odniesieniu do terminu „rasa”, którego moim zdaniem zabrakło w tej książeczce, ale ze swojej strony dodałabym coś jeszcze. Myślę, że brakuje tutaj wyjaśnienia d l a c z e g o ludzie tak różnią się, jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, bo oczywiście trudno traktować historię o Noe jako racjonalne wyjaśnienie. Dodałabym po prostu, że owszem, wszyscy ludzie mają wspólnego przodka i wywodzą się z Afryki, która nie na darmo nazywana jest kolebką cywilizacji. I że na początku, wszyscy nasi przodkowie mieli ciemny kolor skóry, ze względu na klimat jaki panuje w Afryce, czyli przede wszystkim palące słońce. Jak wiadomo nadmiar promieniowania ultrafioletowego szkodzi skórze, a ciemna skóra i gęste kędzierzawe włosy, stanowią doskonałą ochronę i barierę. Jednak słońce to nie tylko zagrożenie i szkodliwe promieniowanie – dzięki promieniom słonecznym nasz organizm potrafi produkować witaminę D, która jest potrzebna do prawidłowego rozwoju kości. Ciemna skóra, co prawda stanowi pewną barierę dla promieni słonecznych, ale ponieważ w Afryce słońce świeci niemal bez przerwy, skóra pochłaniała wystarczającą ilość światła słonecznego, by poradzić sobie z produkcją witaminy D. Kiedy setki tysięcy lat temu pierwsi praludzie opuścili Afrykę i dotarli do Azji i Europy, gdzie klimat nie jest tak gorący, na przestrzeni tysięcy lat, ich skóra stopniowo uzyskiwała coraz jaśniejszy odcień, po to, by więcej promieni słonecznych mogło zostać pochłoniętych przez skórę. Dzięki temu witamina D była wytwarzana, a bardziej umiarkowany klimat nie wymagał już aż takiej ochrony przed negatywnymi skutkami promieniowania. Oczywiście skłamałabym, gdybym powiedziała, że książka jest zupełnie pozbawiona wartości. Przeciwnie, jest tam trochę rzeczy, które mi się podobają, np.: wskazówki dotyczące tego jak się zachować słysząc kogoś, kto wyraża rasistowskie poglądy, albo próbuje kogoś dyskryminować, autor zwraca uwagę na to, że język i używanie pewnych określeń może ranić inne osoby (np. czarnuch, asfalt, żółtek, ale także używanie określeń „tubylcy” w odniesieniu do mieszkańców Afryki, podczas gdy mówiąc o rdzennych mieszkańcach krajów europejskich używa się nazw odnoszących się do narodowości), podkreśla, że rasistą może być każdy, niezależnie od koloru skóry, opowiada o handlu niewolnikami, podziałach na kasty w Indiach, a także podkreśla wagę dziedzictwa kulturowego krajów nieeuropejskich. [1] Diouf, Mamadou, "Mała książka o rasizmie", wyd. Czarna Owca, Warszawa 2011, s. 2 [2] Tamże, s. 4 [3] Tamże, s. 9 [4] Tamże, s. 8 [5] Tamże, s. 9 [6] Tamże, s. 12 [7] Tamże, s. 31 [8] Tamże, s. 34 [9] Tamże, s. 34 [10] Tamże, s. 36
 
To wszystko rodzina! Mała książka o rasizmie
To wszystko rodzina!
25.00 zł  
Wielka księga cipek
Wielka księga cipek
22.00 zł  
Listy terapeutyczne
Listy terapeutyczne
26.00 zł  
Paradoks płci
Paradoks płci
35.50 zł  
© 2010 Wydawnictwo Czarna Owca  |  All rights reserved
Projekt & cms: www.zstudio.pl